Obserwatorzy

poniedziałek, 15 czerwca 2015

Rozdział 6

       - Hej! Eden?! Jesteś tam? - Spytała mnie Stella, gdy razem szłyśmy korytarzem szukając ludzi, któym miałyśmy wręczyć prezenty. Od jakiegoś czasu byłam trochę zamyślona. Myślałam to tych wszystkich dziwnych snach i w ogóle.
       Otrząsnęłam się i spojrzałam na swoją przyjaciółkę trochę przytomniejszym wzrokiem.
       - Co się stało?
       - Oprócz tego, że właśnie przez dobre 10 minut opowiadałam Ci wszystkie znane mi szkolne plotki, a ty chyba nie usłyszałaś z tego ani słowa? Co się z tobą dzieje? Źle się czujesz?
       - Nie, wszystko okej. Po prostu się zamyśliłam.
       Stella zatrzymała się nagle i spojrzała na mnie z zaciekawieniem.
       - Chodzi o Nathana? Pokłóciliście się?
       - Co? Nie. Myślałam o tych wszystkich snach.
       - Znowu go miałaś?
       - Nie, miałam na myśli te poprzednie. Jakby nie patrzeć to dosyć niecodzienne… Obydwa znacznie się od siebie różniły, a jednak w obu pojawiała się ta kobieta. Po prostu nie mogę przestać się zastanawiać co to wszystko znaczy. - Wyżaliłam się.
       Stella zatrzymała się nagle w pół kroku i spojrzała na mnie z troską, jakiej jeszcze nigdy u niej nie widziałam.
       - Słuchaj, wiem że to wszystko jest niezwykłe i dosyć niepokojące, jednak spójrz też na dobrą stronę. Może i nie najmilsze, ale to nadal Twoje wspomnienia. Czy w jakimś stopniu nie cieszysz się, że masz szansę poznać prawdę o swojej przeszłości?
       - Oczywiście, że się cieszę, ale… - Urwałam w pół zdania, bo sama nie byłam pewna co chciałam powiedzieć. Stella uśmiechnęła się tylko smutno, ale nie próbowała ze mnie wyciągnąć reszty, za co byłam jej bardzo wdzięczna. Tę niezręczną chwilę ciszy przerwała dziewczyna, która podeszła do nas niepewnie i spytała czy nie mamy przypadkiem czegoś dla niej.
       W pewnym momencie, rozdzieliłyśmy się ze Stellą, by załatwić roznoszenie szybciej. Aż do południa udało mi się nie rozmyślać o niczym prócz walentynek. Widzenie wszystkich tych szczęśliwych osób w jakiś sposób i mnie poprawiło nastrój. Gdy skończyłam ruszyłam w stronę stołówki, gdzie umówiłyśmy się zjeść razem obiad. Gdy weszłam do środka prawie od razu ją znalazłam. Siedziała przy stoliku przy ścianie, obok siedział Jade i obejmował ją ramieniem. Przy stoliku siedział też Nathan, wszyscy troje zaśmiali się z jakiegoś żartu, którego nie usłyszałam. Widok Nathana w jakiś irracjonalny sposób sprawił, że na moich ustach pojawił się uśmiech. Od naszego pocałunku na dachu minął już prawie miesiąc, jednak nadal przypominał mi się za każdym razem gdy go widziałam. W jednej chwili mój dobry nastrój zniknął zastąpiony wspomnieniem spalonej kobiety ze snu. Jej twarz nie dawała mi spokoju, wiele razy śniła mi się po nocach. Wciąż miałam wrażenie, że jest ona znajoma, a świadomość tego że nie wiem skąd, była bardzo przytłaczająca.
       Z zamyślenia wyrwał mnie głos Jade'a krzyczącego moje imię. Zdałam sobie sprawę, że nadal stoję w drzwiach patrząc się w przestrzeń. Potrząsnęłam lekko głową i ruszyłam w ich kierunku.
       - Znowu się zamyśliłaś? - Spytała Stella gdy już usiadłam koło Nathana, który uśmiechnął się do mnie ciepło. - Nie powinnaś tak się tym przejmować.
       - Czym znowu się tak przejmujesz, dzieciaku? - Spytał Jade jak zawsze uśmiechnięty łobuzersko od ucha do ucha.
       Stella sprzedała mu kuksańca w żebra.
       - Eden nie może przestać myśleć o tych snach… - Powiedziała po chwili patrząc na mnie ze starannie ukrywaną troską.
       - Niestety nie ma łatwego rozwiązania. Chyba jedyne co możemy zrobić to poczekać aż poznasz całość. Wtedy zacznie się zabawa… - Odparł Jade uśmiechając się i patrząc na mnie z podekscytowaniem.
       - Tak… Chyba niestety jest to jedyne rozwiązanie… - Odparłam i znów pogrążyłam się w myślach, skubiąc frytki od Nathana i leniwie maczając je w ketchupie.
       Przyjaciele na szczęście nie drążyli tematu i dalej gadali śmiejąc się do momentu gdy Jade zaczął żonglować bułeczkami z dżemem i jedna z nich upadła Stelli na głowę rozbryzgując nadzienie na połowę jej twarzy, co skończyło się krzykiem Stelli i szybkim biegiem do łazienki. Po chwili Jade ruszył za nią oglądając się na nas z miną niewiniątka. Dopiero gdy zostaliśmy sami Nathan odwrócił bokiem na ławce i ujął moją twarz w dłonie koncentrując na sobie moją uwagę.
       - Za dużo o tym myślisz, musisz się odprężyć, bo zaczynam się o Ciebie martwić.
       - Też byś tyle o tym myślał gdybyś to Ty nie mógł spać po nocach bojąc się, że znowu zobaczysz zmasakrowanego trupa! - Nie miałam zamiaru być taka oschła jednak cały ten stres, który zbierał się we mnie od kiedy się tu zjawiłam doprowadzał mnie do szaleństwa. Zapewne jedynie kwestią czasu było to, że w końcu wybuchnę.
       Wstałam od stołu i szybkim krokiem wyszłam ze stołówki. Już w połowie drogi do drzwi zaczęłam czuć okropne wyrzuty sumienia, że tak na niego warknęłam, w końcu nic nie zrobił. Potrzebowałam jedynie chwili by wszystko przemyśleć, przeproszę go później. Ruszyłam niekończącymi się korytarzami szkoły nie patrząc gdzie idę, a ludzie jakby instynktownie mnie omijali. Rozmyślałam o swojej przeszłości. Dlaczego niczego nie pamiętałam? Co się ze mną działo zanim obudziłam się w akademii? Wtedy przypomniałam sobie, że tamtego dnia byłam cała we krwi i wzdrygnęłam się lekko. Co ja takiego robiłam? Kim byłam? Kim jestem? I te wszystkie sny, nie mogłam pojąć w jaki sposób niby mogły one być pewnego rodzaju odwzorowaniem moich wspomnień. Były takie nie realne, a jednak w pewien sposób znajome. Ach! Zdenerwowana przyspieszyłam kroku i wpadłam na kogoś to wyszedł właśnie zza rogu korytarza. Oboje wywróciliśmy się. Szybko ocknęłam się i zdałam sobie sprawę, że leżę na Panie Crossie.
       - O Boże, tak strasznie Pana przepraszam, zamyśliłam się i jakoś tak wyszło… - Zaczęłam się tłumaczyć pospiesznie podnosząc się z podłogi i szybko rozejrzałam się wokół. Przynajmniej nikogo nie było w pobliżu, więc nie będę obiektem plotek. Uff.
       - Eden. Nic się nie stało, naprawdę. - Również podniósł się z podłogi i otrzepał spodnie. - I naprawdę, ile razy muszę powtarzać byś nie mówiła do mnie per Pan? - roześmiał się pod nosem. - Wszyscy uczniowie mówią do mnie Chase w związku z czym to Twoje "Pan" sprawia, że czuję się staro. - Zrobił minę smutnego szczeniaczka i choć bardzo się starałam, uwierzcie mi, bardzo, nie byłam w stanie się powstrzymać i wybuchłam niekontrolowanym śmiechem, który udało mi się powstrzymać dopiero gdy zaczął boleć mnie brzuch.
       - Cieszę się, że nadal jestem w stanie kogoś tu rozbawić - Chase uśmiechnął się szczerze. - Zwłaszcza Ciebie, mam wrażenie, że od jakiegoś czasu chodzisz niezwykle podminowana.
       - Mam dużo na głowię.. - Odparłam próbując uniknąć tematu.
       - Tak, oczywiście. - Przytaknął i z niezwykłą wrodzoną nonszalancją, której nigdy wcześniej u niego nie zauważyłam, oparł się o ścianę. - Ta cała sprawa z utratą pamięci, wszystkie te nowe informacje o twoich zdolnościach… Ah, i z tego co słyszałem do tego wszystkiego jeszcze pierwszego dnia zaatakował się Gryzak… Myślę, że ja też czułbym się przytłoczony. Czy pływanie Cię odpręża?
       Przez chwilę byłam wytrącona z równowagi.
       - Pływanie?
       - Ten korytarz prowadzi wyłącznie na basen, sądziłem więc że tam się właśnie wybierasz.
       Basen? Nawet nie wiedziałam, że mamy tu basen. Rozejrzałam się po korytarzu i zdałam sobie sprawę, że faktycznie nie mam pojęcia gdzie jestem.
       - Emm, zdaję się, że się zgubiłam. - Roześmiałam się wisielczo. - Znowu…
       - Może w taki razie odprowadzę Panią z powrotem do pokoju? - Zaproponował Chase zgrabnie odsuwając się od ściany i szelmowsko podając mi ramię. Parsknęłam śmiechem ale wsunęłam swoje ramię pod jego i ruszyliśmy przed siebie.



       Przez kilka następnych tygodni często chodziłam popołudniami do Chase'a na dodatkowe lekcje. Jakby nie patrzeć byłam 5 lat do tyłu względem moich rówieśników. Szło mi coraz lepiej, a z każdym dużym skokiem widziałam w oczach Chase'a prawdziwą dumę, która udzielała się także mnie. Lubiłam spędzać z nim czas, jako jedyny z moich znajomych nie wiedział o moich snach, więc też nigdy o nie nie wypytywał. Odkryłam, że bardzo mi to odpowiadało, nie czułam się jak odsłonięta dziewczyna z nieznaną przeszłością, a jedynie jak zwyczajna nastolatka, próbująca dopasować się do nowego otoczenia. Coraz bardziej przyzwyczajałam się do tego jakie posiadam umiejętności i pogodziłam się z tym, już nie uważałam się za wybryk natury, a wraz z coraz większą ilością czasu spędzonego w towarzystwie wszystkich tych uczniów, którzy w ładną pogodę zawsze wychodzili do ogrodu i bawili się w tworzenie niesamowicie pięknych kształtów strumieni wody w fontannach, płomieni w rozpalonych na zewnątrz ogromnych kamiennych misach lub po prostu rzeźbienie w pagórkach, wyłącznie za pomocą woli, wsiąkałam w ten świat i wreszcie czułam, że gdzieś należę.

-----------------------------------------
     
       Jako, że nie było żadych komentarzy pod poprzednim postem nie wiem, czy kogoś to w ogóle interesuje, ale wstawiam i tak. Znów wciągnęłam się w tą historię i mam mnóstwo szalonych pomysłów jak dalej potoczy się życie Eden. Serdecznie zapraszam do czytania i komentowania <3


























4 komentarze:

  1. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  2. Super blog czekam na następne rozdziały i nieprzestawaj go pisać bo jest naprawde super! :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nawet nie wiesz jak się cieszę, że ktoś to jednak czyta :D W takim razie skoro stał się cud w najbliższym czasie postaram się wstawić następny rozdział.

      Usuń
  3. Cześć! Po prostu świetny blog i cudowna historia, czekam z niecierpliwością na kolejne rozdziały! ;)

    Gdybyś miała chwilę polecam mojego bloga, właśnie zaczęłam go pisać : http://jako-w-piekle-tak-i-na-ziemi.blogspot.com/ :)

    OdpowiedzUsuń